Strona Główna BlogRelacje „Playa Ilegal” w Kuźnicy, czyli duch klubu Drugi Dom ciągle żywy!

„Playa Ilegal” w Kuźnicy, czyli duch klubu Drugi Dom ciągle żywy!

by Damian Badziąg
0 komentarz

Kuźnica. Dla mniej zorientowanych jest to jedna z kilku osad narmorsko-wypoczynkowych położona na Mierzei Helskiej. Dla zobrazowania skali odległości, z jaką w ubiegły piątek zmierzyło się blisko 200 osób, jest ona oddalona drogą lądową o blisko 55 kilometrów od Gdyni. Pociągiem godzina i dziesięć minut. Samochodem niewiele mniej.

W większości przypadków relacje tekstowe wydarzeń muzycznych opierają swoje treści o szereg czynników jak: występy, miejsce, ludzi, emocje, ogólne odczucia, czy nawet pogodę. O każdym, poszczególnym zagranym secie nie będę się specjalnie rozwodził z jednego i prostego powodu. Mimo doprawdy wspaniałych występów, jak chociażby ten winylowy BSHK (swoją drogą zachęcamy do śledzenia poczynań Kamila, gdyż robi on cudowną robotę), same w sobie były tylko malutkim dodatkiem do całej, wręcz wzorowo zorganizowanej imprezy. Bo za wspaniale zorganizowaną imprezę śmiało można uznać taką, której sama Straż Miejska nie miała serca dwukrotnie w żaden sposób karać. Wręcz przeciwnie.

Przesuńcie się z tym namiotem trochę w kierunku wody i ściszcie lekko muzykę – rzekła dwójka Policjantów wyraźnie zniesmaczonych zaistniałą sytuacją. Widać było, że nie jest im na rękę zwracanie nam uwagi tym bardziej, że specjalnie musieli przyjeżdżać na interwencję z pobliskiej Jastarni. Komuś jak widać było nie po drodze z młodzieżą kulturalnie bawiącą się przy muzyce, rzucającą frisbee, czy po ludzku, tak zwyczajnie, wylegującą się na plaży. I w tym momencie pragnę przejść do sedna całej sprawy. Plaży. „Nielegalnej Plaży” zorganizowanej przez gdyński Drugi Dom. – Następnym razem zgłoście imprezę jako legalną, to nie będziemy musieli przyjeżdżać. Tymi słowami zakończyła się druga i zarazem ostatnia interwencja wspomnianych panów z Policji.

Na łamach naszej strony kilkukrotnie przybliżaliśmy Wam imprezy gdyńskiego klubu z serii „Drugi Dom to”. Zorganizowanie imprezy w Łodzi, Sopocie, Gdańsku, Gdyni nigdy nie ocierały się o jakąkolwiek fantazję, dodatkową adrenalinę, czy pierwiastek czegoś zakazanego . Wszystko było ukierunkowane w normalność i bezproblemowość. Wszyscy znali miejsce, godzinę rozpoczęcia i zakończenia. Jednak to było za mało. Brakowało namiastki tajemniczości, która sprawiłaby większy trud w postawieniu wydarzenia. Która byłaby jedną wielką niewiadomą. Czy przyjdzie wystarczająca ilość osób? Czy pogoda dopisze? Czy wszystko uda się poprawnie podłączyć na czas? Czy wystarczy benzyny? Tylko jedna ekipa mogła wpaść na pomysł, by z całym sprzętem, ekwipunkiem, agregatem, dodatkowym paliwem, oświetleniem, nagłośnieniem, gramofonami, paletami, kontrolerem etc. przemierzyć ponad 100 km. w dwie strony, by zrobić imprezę. Pytanie tylko: po co? W niedawnym wywiadzie z FESS, czyli głównymi organizatorami Drugi Dom: Playa Ilegal, padły zdania idealnie obrazujące zjawisko, z jakim i tym razem mieliśmy do czynienia, a mianowicie:

W dużej mierze to po prostu spora grupa znajomych. Z większością znamy się osobiście. Z częścią widujemy stosunkowo często. Chodziło o to, aby podtrzymać ducha klubu i nie zostawiać ludzi aż do ponownego otwarcia. Jeśli chodzi o społeczność, to jesteśmy spokojni. Drugi Dom ma prawdopodobnie najlepszą publikę w Polsce.

Duch klubu został podtrzymany i tym razem. Powiem więcej. Został utrwalony i zakorzeniony z podwójną siłą w środku każdego uczestnika. Warszawa, Bydgoszcz, Bielawa, Gdańsk. O Łodzi nie wspomnę, gdyż ekipa Pogotowie Techno wyposażona w trzy auta przemierzyła pół Polski, by doświadczyć tego, co po dziś dzień przyprawia o uśmiech i jedne z piękniejszych wspomnień.

Ten kto nie zna publiki Drugiego Domu śmiało może rzec, że deklaracje o „najlepszej publice” to gruba przesada, że społeczności tego typu są tu i tam, że podobne imprezy odbywają się co chwilę w całej Polsce, które mają podobny wydźwięk, skalę zainteresowania i lepszy line-up. Być może tak jest. Być może nie. Sam osobiście staram się być na bieżąco z obecną sceną i bez bicia potrafię stwierdzić, że mało kiedy zainteresowanie eventem pośrodku niczego, oddalone od większego miasta o ponad 50 km wywołuje zainteresowanie na poziomie dobrej imprezy w sopockim Sfinks700, czy Jasnej w Warszawie. Gdy dorzucimy do tego artystów pokroju L Ʌ V Σ N, Expected Gates, Abedi, czy wspomnianych FESS rysuje się nam impreza – mówiąc kolokwialnie – nieprzeciętna.

Organizatorzy od samego początku nawoływali o wzajemny szacunek i dbanie o porządek na terenie imprezy. Każdy punkt „regulaminu” był należycie respektowany i przestrzegany. Brak jakichkolwiek negatywnych zachowań uczestników, nawet najmniejszych występków, tylko utwierdził w przekonaniu, że rodzina i przyjaciele Drugiego Domu to nie tylko puste frazesy i nic nieznaczące słowa. Każdy wie po co przyjechał, z jakimi ludźmi miał do czynienia, jaka aura będzie panowała.

Kolejny przystanek to 31 sierpnia i Drugi Dom : Urban Explorer. Stay tuned!

Warto przeczytać

Zostaw Komentarz

%d bloggers like this: