Strona Główna Uncategorized „Postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę.” – Elektrowywiad #8 Marina Aleksandra

„Postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę.” – Elektrowywiad #8 Marina Aleksandra

by Damian Badziąg
1 komentarz

Marina Aleksandra to persona w świecie elektroniki dość młoda. Zarówno wiekiem, jak i obecnością na scenie. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzez zamiłowanie do muzyki i codzienne pragnienie do samodoskonalenia śmiało może być uznawana za jedną z bardziej perspektywicznych polskich artystek. W szczerym wywiadzie na łamach naszej strony opowiedziała o tym, jak ważną rolę w jej życiu po dziś dzień odgrywa rock ‚n’ roll, nadchodzących ep’kach, projekcie Yamatashi Yaskura, zachodnich scenach pod kątem tolerancji, a także własnym wizerunku często niesprawiedliwie odbieranym w Polsce. Zapraszamy do lektury!
*************************

Marina Gasolina, „Country”, „Blues & Rock ‚N’ Roll from Memphis”, „Vol. 2.”. Mówią coś Tobie te nazwy?

Tak, ale tylko niektóre są mi bliskie. Marina Gasolina, jako początek historii. „Blues & Rock ‚N’ Roll” jako constans. Jeszcze przed czasami Facebooka, kiedy każdy miał myspace’a, Marina Gasolina, to był mój nick. Gasolina zapoczątkowała całe zjawisko wielorakiej osobowości i okazała się dominującym pierwiastkiem po dziś dzień.

Jak przez pryzmat czasu wspominasz bycie członkinią rockowego zespołu „The Twirls”, którego jako Marina Gasolina, byłaś wokalistką?

Cudownie wspominam te czasy. I szczerze? Brakuje mi sceny i tego rodzaju ekspresji. To był zdecydowanie czas pięknego buntu, totalnego szaleństwa i czas kreowania własnego artystycznego „ja”. Wraz z chłopakami odkrywaliśmy zakamarki „rock ‚n’ rollowego” życia Warszawy, potem zaczęliśmy wyjeżdżać do innych miast i nagle staliśmy się dość popularnym indie rockowym zespołem. Pisały o nas magazyny, portale, zapraszali nas do radia. Pamiętam, to jak dziś i uważam, że lepszej wersji siebie jako nastolatki nie mogłabym sobie wymarzyć. Najlepiej wspominam koncerty, scenę i długie godziny prób w obskurnych salkach. Mając zaledwie 15 lat zobaczyłam świat muzyki od tej aktywnej strony i zdobyłam – zdaję się – pewność siebie w tych latach. Już wtedy zrozumiałam, że muzyka to jest to, co powinnam robić w życiu. Nadal śpiewam, nagrywam swój wokal do przeróżnych projektów, ale gdybym miała okazję spotkać raz jeszcze odpowiednich ludzi i stworzyć z nimi band, to nie wahałabym się.

Skąd w takim razie u dziewczyny pochłoniętej buntem i całą otoczką skupioną w ogół rock ‚n’ rolla wzięło się techno?

Nigdy nie zamykałam się na to co nowe bądź jeszcze przeze mnie nieodkryte. Kocham muzykę, więc nie mogłabym słuchać w kółko jednego gatunku. Brzmienie gitary elektrycznej od zawsze potrafiło doprowadzić mnie do stanów ekstremalnej przyjemności i ekstazy.  To, co robił np. Trent Reznor (założyciel zespołu Nine Inch Nails przyp. red.) wpływało na mnie zarówno mocno wtedy jak I teraz. Mam ogromny szacunek do muzyki instrumentalnej i wiem, że zawsze będę do niej wracała, mimo iż sama zajmuję się muzyką elektroniczną. Moje zgłębianie w elektronikę to przede wszystkim odkrywanie nowych definicji, zrozumienie drgań niskiej fali, szacunek i podziw względem nowej technologii. A Rock ‚n’ Roll to nie tylko muzyka! Rock’n’Roll to melodia niepokornej duszy, bunt i wyraz niespokojnego ducha, charakterystyka niebezpiecznego lifestyle’u, potrzeba ekstremalnych bodźców, i pogoń za extremum. Teraz szukam wyrazu takich oto stanów emocjonalnych i potrzeb w muzyce elektronicznej, ale nie zapominam odpalać swojej rock ‚n’ rollowej kolekcji płyt na tkz. Full volume !

W którym momencie Marina Gasolina została zastąpiona przez Marinę Aleksandrę w obecnym wydaniu?

Świadomość i akceptacja mnogości mojej osoby przyszła zdecydowanie później. Już po okresie buntu, po pierwszych extremach i próbach definiowania własnego ja. Zrozumiałam i zaakceptowałam swoją naturę po przeczytaniu niemal wszystkich arcydzieł Nietzschego. Chcąc wyjaśnić sobie poczucie odwiecznego rozdwojenia czytałam podstawy psychoanalizy, a potem rzuciłam się na głębokie wody i wyjechałam z kraju mając 19 lat i nieukończone liceum. To instynkt przetrwania zdefiniował, a raczej potwierdził, ogólną dominantę cech mojego charakteru. Mogę więc śmiało napisać, że nastąpiło to, gdy miałam 20 – 21 lat i mieszkałam w czeskiej Pradze.

Dlaczego akurat Czechy?

Czechy były wystarczająco blisko żebym nie bała się zrobić tego kroku. Poza tym, zarówno politycznie jak i kulturowo mi odpowiadały.

Na jakiem etapie swojej przygody muzyką byłaś w momencie, gdy w 2015 roku zdecydowałaś się rozpocząć studia w Szkole Muzyki Nowoczesnej na kierunku „Produkcja Muzyczna i Realizacja Dźwięku” we Wrocławiu?

Miałam dużo pasji, dobrych chęci, ogrom zapału i absolutny brak wiedzy technicznej. Nagrywałam wtedy w domu mixy. Dla przyjemności. Na ultra przestarzałym kontrolerze „Hercules”! Miałam zajebiście skomplikowany syntezator, którego nie potrafiłam ogarnąć umysłem, co doprowadzało mnie do szału. Instrument dawał mi możliwość wyrazu, aczkolwiek zupełnie nieświadomego, więc nie mogłam w pełni wyrazić tego, co chcę. W 2015 roku nie było żadnych nabytych skillów. Towarzyszyła mi jedynie pasja do muzyki, konieczność ekspresji, intuicja i totalne oddanie muzyce w ogólnym rozumieniu tego słowa.

Stąd pomysł na projekt A1B2?

W Pradze menadżerowałam klub, w którym organizowałam techno imprezy, poznałam wielu ciekawych artystów i stwierdziłam, że wykorzystam swój skill managerski i wspomogę lokalną scenę i artystów promując ich w formie podcast series, czy tracks „release’ów”.

Kolejnym etapem w Twojej karierze był projekt Yamatashi Yaskura, który jeszcze nie tak dawno współtworzyłaś z Grzegorzem Trojanem. Jednak od ponad roku próżno szukać jakiejkolwiek działalności z Waszej strony. Dlaczego?

Yamatashi się zakochał, a dziewczyna zdecydowanie nie chciała, by uczestniczył on w muzycznej eksploracji, tak więc odpuściłam. Aktualnie Grzegorz mieszka w Holandii bez dziewczyny, a projekt stoi i czeka na specjalną okazję, unikalnego człowieka i swój moment. Wierzę, że Yaskura znajdzie jeszcze Yamatashiego.

Czym Yamatashi Yaskurana wyróżniało się tle Twojego autorskiego projektu?

Projekt Yamatashi Yaskura powstał w mojej głowie jako projekt ukierunkowany na granie live, techno o niskim bpmie, mrocznym, wolnym, lepkim i oślizgłym klimacie wypełnionym bassem i erotyką, industrialnymi, ale delikatnymi i wolniejszymi brzmieniami. Taki był pierwotny zamysł i taka też jest „Yakuza”, czyli pierwszy track, który zrobiliśmy, i który idealnie oddaje to, co miałam na myśli opisując nasz sound. Z Grzegorzem pięknie się uzupełnialiśmy. Ukierunkowani byliśmy na granie live, co miało sens 2 lata temu, oraz swoje początki. Mieliśmy okazję wystąpić we wrocławskim Das Lokalu, oraz nagrać nasz live dla polskiego podcast series Polish Technology.

Jako Marina Aleksandra planujesz grywać w przyszłości w formule live?

W formule live nie planowałam grać w pojedynkę. Lubię grać DJ sety, ale kusi mnie by zacząć używać mikrofonu podczas grania setów, przesterować swój vocal i dołączyć do mixu tego typu formę ekspresji.

Przyglądając się bliżej Twoim social mediom można zauważyć, że od jakiegoś czasu pieczołowicie nad czymś pracujesz. Na początku lipca ogłosiłaś, że w przeciągu miesiąca wydasz debiutancką ep-kę na łamach „Insane Industry”. Mowa o tym samym?

Od lutego tego roku jestem w ciągu twórczym. Rzuciłam pracę i postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Nie byłam w stanie pogodzić życia systemowego na etacie z moją pasją i ogromem nauki, który mnie czekał. Od 7 miesięcy jestem totalnie odizolowana od życia towarzyskiego. Nie wychodzę ze swojego studia, uczę się, produkuję, nagrywam, spędzam naprawdę masę czasu nad tym, by się rozwijać, uzupełnić braki wiedzy, znaleźć swój styl, workflow, idealną formę ekspresji. Owocem tych 7 miesięcy są dwie EP’ki i dwa numery, które wyjdą w kompilacji VA. Moja debiutancka EP’ka pojawi się lada chwila na łamach włoskiego labelu Insane Industry (sierpień 2019). Nie mogę, jednak doczekać się publikacji bardzo osobistej EP’ki wyprodukowanej dla Advanced (jesień 2019). Pojedyncze numery wyjdą we wrześniu na łamach labelu COUP, oraz Xtraperlo Records.

Jakiej muzyki możemy się spodziewać na wspomnianych przez Ciebie wydawnictwach?

Na EP’ce dla „Insane Industry” pojawi się numer, który zrobiłam bardzo dawno temu wraz z trackiem, nad którym pracę dopiero skończyłam. Będzie, to więc połączenie różnych etapów i stylistyk z remixem utalentowanego młodego producenta HateLove. Numer zrobiony pól roku temu jest dość klasyczny, gdy dziś na niego spojrzę. Track wyprodukowany w ostatnich paru miesiącach jest już numerem koncepcyjnym, wyrażającym agresję poprzez industrialne przesterowane brzmienia, krzykliwy vocal i poniszczone tekstury. Doszłam do wniosku, że najszczerszym wyrazem mnie samej jest muzyka, w której industrial przeplata się z żywym vocalem (najczęściej moim) i nieprzewidywalnością, które wspólnie tworzą agresywnie energiczną całość, w której zawsze zamknięty jest konkretny przekaz. EP wyprodukowane dla niemieckiego Advanced jest na tyle unikalne brzmieniowo i na tyle personalne koncepcyjnie, że doprawdy nie mogę przewidzieć z jakim odbiorem spotka się ten rodzaj muzyki. Jestem bardzo ciekawa odbioru tej EP’ki.

Nasza rozmowa ma miejsce na świeżo po oficjalnie wydanym komunikacie kolektywu Revive, który z powódek wcześniej niespotkanych na polskiej scenie, został zmuszony odwołać hucznie zapowiadany Interior. Jak odbierasz to co się wydarzyło? Czy to wszystko nie zaszło za daleko?

Jest mi przykro mi, że nie zagram. Nauczyłam się nie wypowiadać na głos swojego zdania bo ludzie w Polsce nie tolerują, ani szczerości, ani radykalnych, stanowisk więc podaruje sobie opiniowanie i niczym Szwajcaria nie wypowiem się na temat tego „hot” topic.

Fot. TechnoKolor

Pytam też o to dlatego, ponieważ miałaś wystąpić w Lubiążu z Veronique w formule „back to back”. Hasło: „Muzyka ponad podziałami” zadziałało w tej sytuacji w należyty sposób, gdyż jak wiemy jeszcze nie tak dawno miałyście ze sobą nie po drodze. Skąd ta zmiana?

Nie rozumiem całej otoczki wykreowanej w okol mojego postu, w którym wyraziłam swoje niezadowolenie względem pewnych zachowań zaistniałych na polskiej scenie. To była pisemna wypowiedz akcentująca niedowierzanie i brak wiary w to, że idziemy do przodu. Grając na eventach promujących środowiska LGBT non binary, czy scenę fetisch zarówno w Berlinie, Paryżu jak i w Londynie wydało mi się, to niedopuszczalnie słabe i musiałam wyrazić swoje zdanie na tego rodzaju zaściankowości. Post nie był bezpośrednim atakiem na Veronique a ogólnym wyrazem niezadowolenia i braku akceptacji na tego typu zachowania. Akceptując warunki bookingu moim zadaniem jest dać z siebie wszystko za deckami, a nie rozwodzić się, czy ja mam może jakieś „ale” do kogoś, czy ktoś „może” ma do mnie.

Moim zadaniem jest zrobić swoją robotę jak najlepiej tylko potrafię, wprawić publikę w oczekiwane zadowolenie i pokazać, że to co robię i to, gdzie stoję, nie jest przypadkowe, że jest to dla mnie coś, co traktuję przede wszystkim poważnie, profesjonalnie i jest to niespaczone personalnymi wrażeniami względem kogoś. Poza tym jestem głodna nowych doświadczeń i szczerze, gdy spojrzysz, jak rzadko polscy promotorzy chcą mnie bookować u nas w kraju, to zgadzam się na napotykaną propozycję grania, ponieważ uwielbiam to robić i brakuje mi tego lokalnie. Gdybym mogła grac tu częściej, to byłabym szczęśliwsza i mniej zestresowana, gdy jadę potem zupełnie nierozegrana na duży gig do Berlina, czy Paryża.

Jak ocenisz scenę w krajach, w których miałaś okazję grać, w obliczu tego, że wszechobecny tam performance i niekryjący się z nagością ludzie, są tam na porządku dziennym?

To doprawdy interesujące i piękne móc zobaczyć unikalność, wyjątkowość tych wydarzeń, poznać tych wszystkich wyjątkowych ludzi, postaci postmodernistycznego świata w ich jakże estetycznym wyrazie. Żeby skosztować tak wyrafinowanej estetyki, wolności i braku skrępowania trzeba mieć fantazję, otwarty umysł, trzeba być prawdziwie gotowym na ten świat. naturalność i luz w odbiorze tego co inne, specyficzne, czy naturalnie nienaturalne. Z tym, z czym spotkałam się w Londynie, Berlinie, Paryżu i Bordeaux, to absolutny next level i obowiązkowa lekcja do odrobienia dla tych, co uważają moje zdjęcia na Instagramie za coś go, tudzież mój lifestyle za niedopuszczalny. Wszechobecna panująca wolność wyrazu wlanego „ja”, to nie tylko nasze prawo, ale i obowiązek.

Jak się z czujesz z tym, że Twój styl i sposób bycia odbijają się na twoim wizerunku scenicznym?

Przestałam się tym przejmować, ponieważ zauważyłam, że negatywny odbiór contentu, który zamieszczam, ma miejsce jedynie w Polsce, co pozwala mi przymknąć oko i nie traktować tego poważnie. Walczyć z tym nie mam zamiaru, bo by mi nie starczyło czasu na robienie muzyki.

Myślisz, że w niedalekiej przyszłości jest szansa na zmianę postrzegania tego typu „występków”, tak by poziom tolerancji w naszym kraju był podobny do tego jak zagranicą?

Nie widzę perspektyw by w nieodległej przyszłości społeczeństwo stało się mniej krytyczne, otwarte na to czego nie zna, nie rozumie, bądź nie chce rozumieć. Patrząc na to, jaka polityka panuje w naszym kraju, to czym karmione jest społeczeństwo i kto tym wszystkim staruje, naprawdę nie widzę szans. Zmiana mentalności społecznej to proces długotrwały. Na dzień dzisiejszy nie potrafię sobie wyobrazić Polski z naturalnym postrzeganiem niektórych spraw, społeczeństwem otwartym i pozbawionym ograniczeń.

Bardzo Tobie dziękuję za poświęcony czas. To była doprawdy inspirująca rozmowa!

Ja Tobie również dziękuję za wnikliwość pytań i chęć rozmowy!

Warto przeczytać

1 komentarz

Kasia i Hasek Sierpień 27, 2019 - 2:07 pm

Bardzo fajny wywiad! Dowiedzieliśmy się o Tobie troszkę więcej , masz prawdziwą pasję! Koniecznie użyj mikrofonu! Pozdrawiamy Cię Marinko i do zobaczenia we Wro

Reply

Zostaw Komentarz

%d bloggers like this: