Strona Główna BlogWywiady „Scena techno to nie miejsce na kłótnie i animozje” – Elektrowywiad #7 Violent

„Scena techno to nie miejsce na kłótnie i animozje” – Elektrowywiad #7 Violent

by Damian Badziąg
0 komentarz

Fot. Helena Majewska

Na scenie nieprzerwanie od blisko 10 lat. Jeden z bardziej wyrazistych polskich producentów, którego charakterystyczny mroczny i surowy styl, pozwolił zdefiniować samego siebie na nowo. O zamiłowaniu do twórczości Hansa Zimmera, problemach współczesnej sceny, różnorodności w swojej muzyce, nadchodzącej ep’ce i zamiłowaniu do grafiki. Elektorwywiad #7 Violent. Zapraszamy do lektury!

*****************************

Jak ocenisz „Blade Runner 2049” w reżyserii Denisa Villenueve?

Hahaha! Wiem do czego zmierzasz! Jestem fanem Hansa Zimmera i jego osoba stanowi pierwszy punkt, dlaczego ten film mi się tak podoba. Muzyka w filmie jest wręcz genialna. Postacie są świetnie napisane. Moją uwagę przykuła cudowna architektura i oświetlenie pomieszczeń. Lubię filmy, które są wizją przyszłości, bo na dobrą sprawę nie możemy powiedzieć, że jakakolwiek wizja nie mogłaby mieć miejsca w realnym świecie. Jeśli miałbym użyć jednego słowa opisującego, to na pewno będzie to: inspirujący.

Soundtrack musiał wyjątkowo Ci się spodobać, skoro fragment „Her Eyes Were Green” wykorzystałeś jako intro w jednym z ostatnich występów w klubie ”999”.

Twórczość Hansa Zimmera na dobre zapoczątkowała się wraz z filmem „Interstellar”. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dla niego film ten był – tak jak sam powiedział – sporego kalibru ciekawostką, ponieważ do końca nie wiedział dla jakiego filmu robi muzykę. Nie miał pojęcia, że będzie to film o eksploracji kosmosu, że będzie napakowany efektami specjalnymi. Miał być to film o relacji córki z ojcem, którą porównywał do swojej relacji z synem. Ja w takich produkcjach całkowicie się odnajduję. Powracając do tematu muzyki filmowej uważam, że jest to aspekt nad którym sporo osób powinno się zastanowić przy komponowaniu utworów. Muzyka właśnie tego typu przekazuje niebywałe emocje, które później można przekuć w tworzenie utworów, czy granie setów. Opowiadanie historii podczas miksowania utworów lub, składanie pojedynczego utworu, ep-ki, czy albumu powinno nawiązywać do czegoś w naszym życiu lub też jakiejś myśli i wizji, aniżeli przywiązywania wagi to stworzenia następnego potężnego klubowego utworu, który będzie kolejnym w kolekcji, dobrze sprzedającym się kawałkiem.

Marzy Ci się, by to właśnie produkcja muzyki filmowej towarzyszyła Tobie w dalszej karierze?

Jest to moje marzenie od wielu lat. Chciałbym stworzyć muzykę do filmu odchylonego od rzeczywistości, przenikającego emocjonalnie duszę i umysł. Myślę, że część mnie pożąda zatopienia się w takiej stylistyce i wierzę, że w przyszłości będę miał taką możliwość.

Dwa lata temu miałeś przyjemność wystąpić u boku Błażeja Malinowskiego na jednej z imprez cyklu „Why So Silent”, którego motywem przewodnim jest pokaz kina niemego z muzyką na żywo. Jak widać i w tym przypadku Twoja osoba przewija się w motywie około filmowym. Przypadek?

W tym przypadku trochę tak. Pamiętam, że jeden z artystów zaproszonych przez Błażeja nie mógł wystąpić i od momentu, gdy dostałem zaproszenie, miałem bardzo mało czasu, by obejrzeć film, zebrać cały materiał i odpowiednio dostosować utwory do panującego tak klimatu. Jak na złość w trakcie grania spadł mi głośnik i musiałem przerwać całe granie na krótką chwilę, co sprawiło, że jeszcze bardziej się stresowałem. Pierwszy raz zdarzyło się, że grałem utwory, które były skrupulatnie dopasowane do każdego momentu, a wszystkie przejścia były idealnie dopasowane do odpowiednich chwil w filmie.

Spodziewałeś się, że będzie to, aż tak ciężkie?

Nie spodziewałem się w kwestii doboru utworów. Cały set był noizowo-dronowo-ambientowy, więc tak naprawdę nie musiałem się specjalnie męczyć, żeby dostosować klimat do całego filmu. Mimo, że każdy wykorzystany utwór pasował idealnie do całości, tak całą uwagę bardziej chciałem skupić na budowaniu napięcia poszczególnych scen.

Grałeś live act, czy dj-set?

Dj set. Błażej chciał żebym zagrał live, jednak na ten moment nie byłem gotowy na tyle, by zagrać swój pierwszy live act. Nie byłym najzwyczajniej w stanie w tak krótkim czasie przygotować materiału. Był też zamiar bym zagrał tylko swoje utwory w formie dj-set, jednak nie czułem by były dostosowane do samego filmu.

Fot. Helena Majewska

Od jakiegoś czasu, oprócz dj-setów, grywasz w formule live. Czułeś, że czegoś Ci brakuje do jeszcze większego spełniania się jako artysta?

Trochę tak i trochę nie. Pierwszy live wyszedł w momencie, gdy zostałem zaproszony o występ Live na Jasnej 1. Wówczas i tak musiałem się zastanowić. Bardziej niż samym graniem byłem zestresowany, tym że nie mam wystarczającej ilości utworów by zagrać godzinę i nie wiedziałem, czy jest to odpowiedni moment i odpowiedni czas. Koniec końców uznałem, że nie mam nic do stracenia i czas najwyższy na odwagę w kwestii prezentowania swojej muzyki. Wydawało mi się na tamten czas, że byłoby to niedojrzałe i – mówiąc wprost – głupie z mojej strony, żeby tego nie zrobić. Był to test dla mojej muzyki, czy w pełni nadaje się ona do grania w klubie, czy mogę rzeczywiście prezentować tylko i wyłącznie swoje utwory i być w stanie pociągnąć ludzi do zabawy przez godzinę lub dłużej.

Większą przyjemność sprawia Ci granie live actów, czy dj setów?

Zdecydowanie większą przyjemność sprawia mi granie dj-setów. Wiele razy mogłem sobie pozwolić na kilkugodzinne sety grając b2b z ludźmi, których podziwiam i prywatnie uwielbiam. Mogę również pozwolić sobie na granie utworów, które towarzyszą mi od lat i nie wyobrażam sobie bez nich występu. Jeśli chodzi granie live, to wydarzyło się to, jak jak dotąd trzy razy: na Jasnej w Warszawie, na Szpitalnej w Krakowie i w Katowicach w P23. Wszystkie trzy były bardzo stresujące i za każdym razem wymagały masy przygotowań, które tylko mi utrudniały życie, gdyż jestem perfekcjonistą i czasem najmniejsza pomyłka daje mi w kość. Zauważyłem jednak, jak ogromną radość sprawiał mi fakt, iż ludzie bawili się wyłącznie do moich utworów i jak bardzo ostatni występ różnił się od debiutu. W dużej mierze dlatego, że wyeliminowałem błędy, które popełniałem w poprzednich występach. Myślę, że ten ten live mógł się przyczynić do tego, że wyzbyłem się stresu związanego z własną muzyką. Mam teraz większą świadomość. Wiem, że to co gram spotyka się z mega pozytywnym odzewem, a że jestem osobą, która docenia i bierze do siebie feedback, jakikolwiek on by nie był, dodatkowo napędza mnie do działania.

Z podobnym odzewem spotykałeś się zagranicą?

Ujmę to tak. Bardzo często grając „u siebie” spotykam się ze wspaniałą energią ze strony publiki jak i promotorów itp. Myślę, że często tak jest ze względu na to, że występując np. w Warszawie (co zdarza się dosyć często) na moje występy przychodzi mnóstwo przyjaciół, oraz znajomych, czy też ludzi których nie znam, a bardzo lubią moją twórczość i spędzam z nimi wspaniałe chwile przebywając w miejscu, w którym odbywa się wydarzenie. Rzecz jasna nie zawsze się tak dzieje. Czasem grając w Polsce nie spotykam się z wspaniałą energią na parkiecie, nie zawsze klub jest wypełniony po brzegi i dla mnie jest to normalne. To samo tyczy się wyjazdów za granicę. Składa się na to wiele czynników. Promotorom nie zawsze udaje się wyegzekwować promocyjnie taką ilość ludzi, która byłaby zadowalająca. Tej samej nocy przecież może odbywać się jakieś konkurencyjne wydarzenie, które teoretycznie może ściągnąć więcej osób. Śmiem nawet twierdzić, że przez niektóre z tych czynników, występującym artystom zwyczajnie brakuje energii na granie, gdy panuje niekorzystna atmosfera.

Kilka razy, jednak grałem na imprezach, których nie zapomnę do końca życia np. Fuse w Brukseli, Ruigoord w Holandii, czy też rave w opuszczonej piwnicy w Paryżu. Śmiało mogę powiedzieć, że czegoś takiego nie doświadczyłem do tej pory w Polsce i wszystkimi tymi występami byłem ogromnie zachwycony.

Mówisz o imprezie w paryskiej piwnicy na zaproszenie kolektywu La Quarantaine?

Dokładnie tak! Muszę przyznać, że było to niesamowite przeżycie. Impreza odbywała się w opuszczonej piwnicy/parkingu. Ogromna ilość osób w jednym miejscu, wszyscy się znali, jakby byli jedną wielką rodziną. Przynieśli ręcznie robione święcące totemy, na ścianach widniały różne instalacje świetlne. Widać było, że za wszystko odpowiedzialni byli ludzie, którzy robią to od serca.

A jest coś, co Tobie, jako odbiorcy i osobie, której nie raz zdarzy się pójść na imprezę, zwyczajnie doskwiera i nie podoba się w obecnej scenie?

Nie podoba mi się najbardziej to, że ludzie – tak jak ja kiedyś – idą utartymi ścieżkami, które są proste, łatwe w osiągnięciu, szczególnie finansowym. Uważam, że mamy mnóstwo cudownych artystów, ogromną ilość świetnych miejsc i sporą ilość świadomych ludzi, którzy zasługują na dobre imprezy, nowych artystów i świeże spojrzenie na scenę, klimatyzację, oraz zadowalające nagłośnienie, którego bardzo często brakuje. Nadal nie mogę pojąć, dlaczego jest to jak poważny problem dla wielu klubów. Często też spotykam się z wymianą zdań ze stron artystów, czy promotorów, które mają na celu ośmieszenie jednej ze stron, umniejszanie jej zasług dla sceny i zwyczajne naśmiewanie się z tego, że ktoś gra taką, a nie inną muzykę. Biorąc pod uwagę wiele z ostatnich wydarzeń w kraju uważam, że nie ma czasu, ani miejsca na tego typu animozje. Dla wielu osób jest to poważny biznes, ale powinniśmy mieć na uwadze, jakie podejście prowadzi do zepsucia rynku, muzyki, ludzi i koniec końców miejsc, do których chodzimy. Jeżeli będziemy dalej ciągnąć ten wózek w nieskończoność i robić z tego ogromny hałas w telewizji, radiu oraz w internecie, to zostanie nam odebrana intymność, która według mnie jest bardzo istotna. Każdy z nas chce się czuć sobą w miejscach, w których spędzamy naprawdę bardzo dużo czasu, prawda ?

W tym całym biznesie, o którym mówisz, nie da się nie zauważyć narastającej liczby kolejnych festiwali. Często jednodniowych. Nie uważasz, że jest ich za dużo?

Oczywiście, że tak. To jest to, o czym mówiłem wcześniej tzn. ludzie w jakiś sposób zamykają się od różnych inicjatyw. Po co robić jeden festiwal ? Po co robić go samemu, skoro mamy w Polsce tylu wspaniałych ludzi zajmujących się sceną, oświetleniem, artystów, vj’i, promotorów. Mamy tyle możliwości, żeby stworzyć jedno ogromne wydarzenie. Nie oddzielać jednych od drugich. Dać wszystkim to, co chcą i cieszyć się z tego wspólnie. Techno nie powinno sprowadzać się do robienia powtarzalnych festiwali, bookowania tych samych artystów i powielania tych samych idei w przeciągu kilku miesięcy. Powtarzalność w pewnym momencie będzie dla ludzi problemem, gdyż wszystko będzie na tyle powtarzalne i normalne, że idąc na konkretnego artystę ludzie będą słuchać tych samych utworów, a co za tym idzie, będą czuć tę samą energię. Zatraciła się przez to wszystko pewna autentyczność.

Widzisz w Polsce jakieś wydarzenie, festiwal, projekt wychodzące naprzeciw temu wszystkiemu, o czym mówisz?

Na tę chwilę jest na pewno Unsound i Up To Date. Obydwa festiwale mają coś niesamowitego w sobie i tworzą to o czym mówiłem wcześniej.

14.06.2015 roku, w trakcie audycji „Funfte Strasse” opowiadałeś o swojej twórczości jako bardzo industrialnej i przestrzennej w melodii. Jak bardzo na przestrzeni 4 lat zmienił się Violent?

Moja muzyka zmieniała się razem ze mną. To, co się wydarzyło w moim życiu, miało niebagatelny wpływ na to, w jakim miejscu jestem teraz. W końcu czuję, że odnalazłem to, czego przez tyle czasu poszukiwałem,. Wróciłem do swojego dzieciństwa, do tego, co lubiłem słuchać będąc młodszym, czyli takich artystów/zespołów jak: Pantera, Judas Priest, The Prodigy, czy też Motorhead. Zdobyłem się na odwagę, by ten styl wdrożyć do obecnego. Wielu rzeczy musiałem się nauczyć, by miało to sens i brzmiało tak jak chcę. Wszystko jednak przychodzi z czasem i ciekaw jestem jakiej ewolucji obecnego brzmienia doświadczę w przyszłości.

W jednej z naszych ostatnich rozmów wspomniałeś, że nie skupiasz się na konkretnych artystach techno, tylko wszelakich i różnorodnych dźwiękach. Przesłuchałem niemalże wszystkie Twoje produkcje i to, co najbardziej rzuca się w oczy, to ich różnorodność. Nie ma w nich powtarzalności, każdy jest osobną historią. Było to Twoim zamiarem w momencie, gdy zaczynałeś produkcję?

Nigdy nie myślę o tym, jaki utwór chcę zrobić. Na początku bawię się perkusją, od której zawsze zaczynam komponowanie. Po czasie dochodzi spora ilość innych dźwięków, która konstruuje w mojej głowie wizję tego jaką tematykę będzie miał utwór i powoli zabieram się za aranżację. Biorąc pod uwagę całą moją twórczość, to gdy przysłuchasz im się stwierdzisz, że faktycznie każdy utwór jest inny. Nie ma sytuacji, w której jeden utwór pasuje do drugiego. Nawet robiąc ep’ke – jest ona spójna, ma swoje założenie i jest ona wyraźnie stopniowana.

Fot. Helena Majewska

Premiera Twojej ostatniej ep-ki „Stressful Environment” wydanej dla Dynamic Reflection miała miejsce w październiku 2016 roku. W międzyczasie Twoje solowe tracki znalazły się na składankach wielu labeli. Podobnie jak remixy na ep-kach artystów jak Shlomo, Hedustma, czy Sept. W imieniu swoim, jak i wielu bacznie obserwujących Twoją karierę słuchaczy zapytam wprost: kiedy kolejna?

Kolejna ep’ka jest w trakcie produkcji. Jeden utwór jest skończony i uważam, że jest na miarę tego, co zawsze zamierzałem robić. Sukcesywnie chcę dojść do tego, by zwieńczyła ona 10 lat projektu Violent bo wreszcie czuję, że jestem w tym miejscu, w którym zawsze chciałem być.

Czy będzie się to wiązało z winylem?

Mam taką nadzieję!

Jak dobrze pamiętamy 4 marca tego roku gruchnęła wiadomość o tajemniczej śmierci Keitha Flinta (wokalista zespołu The Prodigy przyp.red.). Na Twoim fanpage’u natknąłem się na dość wymowny wpis sugerujący, jak wielką stratę poniosła branża muzyczna. W swoich setach grywasz kawałki brytyjskiego zespołu. Jaką rolę w Twojej karierze odegrał ś.p. Flint?

Tutaj muszę się odnieść do jednej z moich poprzednich wypowiedzi, a propos muzyki, której słuchałem w dzieciństwie. Bardzo dużo słuchałem The Prodigy i śmiało mogę rzec, że ich muzyka miała niewątpliwy wpływ na moją osobę. Najczęściej gram utwór „Breathe”, co zawsze spotyka się z niesamowitym odzewem publiki.

Niektórzy mogą nie widzieć, ale poza samą muzyką, robisz także grafiki i filmy dla artystów i promotorów. Dłużej „siedzisz” w grafice, czy muzyce?

W muzyce. Grafika jest poboczną częścią. Pracowałem dwa lata w agencji, robiłem grafiki dla zagranicznych wytworni, plakaty, czy teasery. W przyszłości chciałbym zająć się tym poważniej. Żeby grafika była podłożem do mojego prywatnego życia, by szła za tym pełna płynność finansowa. Założyłem sobie, by muzyka była moim hobby, by nie była głównym źródłem dochodu. Nigdy bym nie chciał utrzymywać się tylko i wyłącznie z muzyki. Zawsze to powtarzałem i będę się tego trzymał. Nie będę w stanie poświęcić wszystkiego co jest mi w stanie zaoferować życie po za pokojem z głośnikami i sprzętem. Nie chcę, aby moja osoba była wrzucona w wir budowania social media i rzeczy, które niestety są nieodłącznym elementem wielu artystów w tych czasach. Nie chciałbym zatracić człowieczeństwa i czasu, który mógłbym poświęcić na rzeczy mi bliskie. W przeszłości potrafiłem zamykać się w pokoju na wiele godzin i nie widziałem nic oprócz muzyki. Zatracałem się w tej jednej konkretnej rzeczy i nic innego dla mnie nie istniało. Jak pomyślę sobie, że mógłbym do tego wrócić, to wiem, że to nie dla mnie.

Odmawiałbyś bookingów?

Zdecydowanie. Duża ilość grania, częste wyjazdy i bycie w trasie, to jeden wielki stres, przemęczenie, ogromna dawka niepotrzebnej adrenaliny i braku snu. Na żadnym etapie swojej egzystencji nie zdecyduję się na tego typu życie. Jasne, fajnie jest zagrać na imprezie z niesamowitą atmosferą, flow, ludźmi i mieć z tego super wspomnienia, Nie wszystko, jednak musi się sprowadzać do imprez, prawda? Posiadanie obsesji związanej z częstym graniem, jest dla wielu artystów, tym czego na co dzień potrzebują. Ja mam trochę inne podejście ze względu na inne priorytety w życiu, które niemal zawsze mi towarzyszą.

Mam szczerą nadzieję, że nigdy nie zatracisz się w tym, co robisz. Dziękuję, Adam, za rozmowę. To była nieopisana przyjemność!

Ja również, bardzo dziękuję!

Warto przeczytać

Zostaw Komentarz

%d bloggers like this: