Strona Główna BlogWywiady „Teraz jestem świadom tego, co się ze mną dzieje.” – Elektrowywiad #9 Piotr Klejment

„Teraz jestem świadom tego, co się ze mną dzieje.” – Elektrowywiad #9 Piotr Klejment

by Damian Badziąg
0 komentarz

O chorobie, która zahamowała prężnie rozwijającą się karierę, depresji, z którą zmaga się po dziś dzień, wpływie social mediów na współczesną scenę, X-leciu festiwalu Up To Date, projekcie Technosoul i własnym wydawnictwie Eastern Bloc Warsaw. O tych, jak i o innych kwestiach porozmawialiśmy z Piotrem Klejmentem – żywą legendą polskiej sceny techno.
****************************

Przyznam szczerze, że dosyć długo zastanawiałem się nad tym, jak zacząć naszą rozmowę. Biłem się z myślami tym bardziej, iż mając z Tobą kontakt niemalże od początku roku, dochodziły do mnie – również bezpośrednio – różnego rodzaju wieści związane z Twoją osobą. Dlatego najrozsądniej będzie zwyczajnie zapytać: co słychać u Piotra Klejmenta we wrześniu 2019 r.?

Hmmm. Jestem na rozdrożu swojego życia. Po trzech latach walki z chorobą – wielokrotnie podczas jej trwania – próbowałem wrócić na scenę, ale zawsze kończyło się to fiaskiem. Dlatego podjąłem decyzję, aby do całkowitego wyleczenia, nie wracać do gry, gdyż bardzo źle wpływa to na moje zdrowie. Rok temu ruszyłem ze swoim wydawnictwem – Eastern Bloc Warsaw. W przygotowaniu była kolejna płyta, ale jak już wspomniałem, mój stan zdrowia nie pozwolił mi na zajęcie się kolejna płytą. Całe oszczędności wydałem na podroż do Peru do serca Puszczy Amazońskiej, aby polepszyć swój stan zdrowia. Nie przyniosło to zamierzonego skutku, jednak na miejscu zdecydowałem, co jest dla mnie najważniejsze. Nigdy otwarcie nie mówiłem, co ze mną się działo przez te 3 lata, ale po ciężkiej neuroboreliozie, którą wykryto u mnie dość późno, obecnie choruję na lekooporną depresję, co jest następstwem tej pierwszej. Troszkę to skomplikowane. Objawia się on somatyzacją, czyli bólami całego ciała i zmęczeniem. To tak w wielkim skrócie. Także jestem świeżo po powrocie z Ameryki Południowej i pełnej diagnozie. Wiem w końcu, co ze mną się dzieje, także wszystkie ręce na pokład i do dzieła.

W którym momencie zdałeś sobie sprawę z tego, że to nie zwykłe, chwilowe zmęczenie, tylko coś o wiele poważniejszego?

To przyszło dość nagle, praktycznie z dnia na dzień. Nie pamiętam dokładnie, ale pewnego dnia obudziłem się po prostu inny. Stwierdziłem, że to chwilowe zmęczenie, grypa, albo przemęczenie po dość intensywnym graniu, które wtedy uprawiałem. Po pewnym czasie zgłosiłem się do lekarza i wtedy zaczęło się wydawanie milion przeróżnych diagnoz. Nie muszę mówić, jak jest z naszą służbą zdrowia. Stan się pogarszał. Przeleżałem prawie rok w łóżku. Robiłem kolejne badania, piłem zioła, stosowałem akupunkturę i najróżniejsze alternatywne metody leczenia. Dostawałem kolejne leki i nic. Kiedy wykryto neuroboreliozę i ją wyleczono to było za późno, ponieważ nabawiłem się depresji.

Neuroboreliozę – jak mówisz – po długim czasie udało się wyleczyć, jednak jakie objawy miała depresja w Twoim przypadku, skoro obie choroby mają wiele wspólnego? Dostałeś gwarancję, że tej pierwszej już z Tobą nie ma?

Tak, dostałem. Są specjalistyczne badania, które to potwierdzają. Powtarzałem je wielokrotnie, także mam już całkowitą pewność co do tej pierwszej i drugiej. No właśnie, to wszystko się ze sobą łączy, ale po rzeszy lekarzy jacy próbowali mnie leczyć, którzy rozkładali ręce, a nawet uśmiercali, trafiłem w końcu na kogoś z głową na karku i powołaniem. Teraz jestem świadom tego, co się ze mną dzieje. Chorując na neuroboreliozę bez żadnej widocznej poprawy w trakcie jej leczenia pogrążałem się w tym doszczętnie. Brak rozwoju, nagła choroba, niemalże całkowite odcięcie się od świata spowodowało to, że przyszła depresja. Niestety, to choroba jak inna, cywilizacyjna, pogrąża nasz świat i choruje na nią ogromna ilość osób na świecie. Ja jestem jedną z nich .

Szacuje się, że na świecie choruje na nią ok. 350 milionów ludzi. Zastanawiałeś się dlaczego tak dużo osób ma z nią do czynienia?

Współczesna cywilizacja ma za duzi bodźców, za dużo wymaga się od młodych ludzi. Ludzie patrzą na życie innych. Ludzie pędzą, stawiają sobie wymagania, kto rym nie potrafią sprostać, co  doprowadza do totalnego wypalenia. 350 milionów to chyba zdiagnozowani. Drugie tyle żyje nie wiedząc, co im dolega.

Fot. Up To Date

Myślisz, że gdybyś wcześniej trafił na odpowiedniego fachowca, to udałoby się tego wszystkiego uniknąć?

Tak, zdecydowanie. Uniknąłbym cierpienia przez, które przechodziłem. Wyrzeczeń, ograniczonych kontaktów z synem, zmartwień rodziny i bliskich i straconego czasu. Wierzę jednak, że wszystko dzieje się po coś,. Mimo tego, co przechodzę, dużo zmieniło się w moim życiu. Mam przy sobie kochających mnie ludzi i to jest najważniejsze w tym momencie.

Co takiego się zmieniło?

Mam po prostu inne priorytety. Zwolniłem. Nie biegnę za karierą. Zaniedbałem wiele spraw. Skupiam się na bliskich, na rodzinie, żyję tu i teraz, wcześniej całe moje życie to była muzyka.

Gdzie przez cały ten czas w tym wszystkim była muzyka?

Ze względu na to, że nie miałem sił występować na scenie, starałem się skupiać na pracy w studio, na edukacji muzycznej, pogłębianiu wiedzy teorii muzyki. Finalnie wpadłem na pomysł, aby założyć swój label i promować młodych producentów z Polski i starego Bloku Wschodniego. Pierwsza płyta była mojej produkcji. Druga, o której już wspomniałem, miała ukazać się z kilkoma polskim artystami. Z wiadomych względów projekt jest zawieszony. Przez ten czas wydałem muzykę dla kilku ciekawych wydawnictwach z całego świata. Pewnego ranka zdziwiłem się słysząc Richiego Hawtina grającego mój remix numeru dla Basement Reborn w trakcie Boiler Room w Buenos Aires. Czy Dense Camp; Pika w Essential Mix. Miałem kilka propozycji wydania winyla, ale niestety zabrakło sił i czasu.

Za czym tęsknisz najbardziej?

Wiesz, brakuje mi tej energii z parkietu, zadowolonych i zmęczonych ludzi po moim secie, closingów setów, które grywałem często. Po prostu czułem, że tym co robię dawałem ludziom radość. Taka była moja misja od moich początków w tym uniwersum klubowym.

25 maja tego roku wystąpiłeś w Kawiarni Teatralnej w Krakowie przy okazji imprezy Nurt OA 2019 r. Na Twoim Facebooku można było wówczas przeczytać: „Mam zamiar już zostać przy tym co kochałem od zawsze i w końcu mam ku temu możliwości i siły”.

Szczerze, to przed tym występem ostatni raz dotykałem gramofonów w Mińsku na Białorusi, gdzie grałem w listopadzie 2018 roku i to, co miałem zaprezentować w Krakowie, to było pójście na żywioł. To jest jak jazda na rowerze. Atmosfera była wspaniała. Po skończonym secie dostałem sporo ciepłych słów od ludzi, wiec bylem bardzo zadowolony. Jednakże, jak później się okazało, mocno odczułem ten występ i postanowiłem odwołać kolejne.

Jak oceniłbyś obecną scenę?

Bardzo podoba mi się, jak dużo pojawia się dobrych eventów, profesjonalizm podczas przygotowania imprez. Jest co raz więcej polskich młodych artystów, którzy występują za granicą, a wręcz robią międzynarodowe kariery. Kondycja naszej sceny jest w wyśmienitej formie. Ja robiąc imprezy 10 lat temu bardzo o to walczyłem, więc gdy obserwuję to teraz, patrzę na to z zadowoleniem i spełnieniem. Od dawna mamy festiwale na światowym poziomie, line-upy na nich, oraz w klubach co tydzień robią wrażenie. Przez 3 lata mojej nieobecności dużo się zmieniło. Techno jest bardzo „on top”, co niestety powoduje przesycenie sceny. Czasem mam wrażenie, że zmienia się w mainstream i ludzie zapominają o tym, co jest najważniejsze, czyli o muzyce. Niezwykle dużą rolę w tym wszystkim odgrywają social media, które czasem stają się wizytówką i obrazem artystów. To znak czasu. Scena ewoluuje i będzie ewoluować cały czas. Musimy przystosować się do tych zmian.

Nie uważasz, że artyści zbyt dużą uwagę przykuwają do social mediów i tego, by w najskuteczniejszy sposób umieć się „sprzedać” zapominając o muzyce właśnie?

Social media to wizytówka i każdy zarządza swoim wizerunkiem. Prawda jest taka, że ten kto tego nie robi, jest mniej rozchwytywany. Zdarzają się wyjątki, ale takie mamy czasy. Kiedy ja zaczynałem problemem był dostęp do płyt w Polsce, a imprezy promowało się rozdając ulotki pod Rotundą w Warszawie. Jedyną wizytówką dj’a była muzyka, którą prezentował przed publiką. Myślę, że każdy etap w rozwoju sceny techno miał swoje kontrowersje i tak będzie jeszcze wiele razy w przyszłości. Social media są tylko kolejnym przystankiem w ogólnej debacie o kondycji i funkcjonowaniu tej machiny. Dostęp do technologi ułatwia nam kreatywność i efektywność, konkurencja się zwiększa. Z chęcią będę obserwował, to co będzie działo się dalej.

Wspomniałeś dwukrotnie o Eastern Bloc Warsaw, który z założenia ma promować młodych producentów z Polski i starego Bloku Wschodniego. Skąd pomysł na akurat taki motyw przewodni?

Mamy bardzo, bardzo dużo młodych artystów, którzy nie mogą się wybić na scenie i wydać swoich produkcji, które niejednokrotnie są na światowym poziomie. Ciężko dokopać się do labeli. Często opiera się to na znajomościach. Chciałem otworzyć platformę, która w mojej opinii, obiektywnie, bez zbędnych układów pozwoli pokazać dobrą muzykę. Jestem dumny z miejsca,z którego pochodzę, do tego zainspirowali mnie przyjaciele zza wschodniej granicy, którzy robią świetna robotę, a borykają się z problemami, gdzie zrobić imprezę. To miała być muzyka ex Bloku Wschodniego.

Sam borykałeś się z podobnymi problemami?

U mnie to wyglądało troszkę inaczej. Moi przyjaciele z Technosoul po wysłuchaniu moich produkcji postanowili uruchomić wydawnictwo o tej samej nazwie. W momencie, w którym piszę te słowa, odbywa się X edycja festiwalu Up To Date, z którym mieliśmy wiele wspólnego. Ja miałem troszkę łatwiej na początku, ale wiem jak trudno dobić się do wytworni..
Jak zareagowałeś na wieść o zakończeniu projektu Technosoul? Ogromnym zaskoczeniem, ale też wiem, że było oficjalne oświadczenie chłopaków na ten temat. Każdy poszedł w swoja stronę rozpoczynając solowe projekty. Tak bywa często w tym światku. Skończył się dla nas pewien etap. Z tego, co wiem, nikt nie został pokrzywdzony, więc tak musiało po prostu być.

Brakuje Tobie Technosoul?

Tak, brakuje. Brakuje mi tej atmosfery, tego co się działo podczas naszych najlepszych lat. Przez pewien czas byliśmy przecież wiodącym kolektywem techno w Polsce. Mieliśmy swój Boiler Room showcase. Był i jest festiwal. W strukturach naszego kolektywu było wielu świetnych artystów. Powstał label. Było to mini imperium. Niestety, ja z powodów osobistych, opuściłem Technosoul rok przed rozpadem. Bycie częścią tego projektu było dla mnie niezwykłym doświadczeniem. To trochę jak moje wymarzone polskie Underground Resistance. Miałem i mam świadomość, ze zmienialiśmy oblicze polskiej sceny. Hasło „Pozdro Techno” można było dostrzec  niemalże wszędzie. To był dobry czas dla nas wszystkich. Byliśmy jak rodzina. Nie zapomnę tego nigdy.

Utrzymujesz kontakt z członkami dawnej ekipy?

Nie ze wszystkimi, ale z częścią chłopaków tak od czasu do czasu mamy kontakt, Myślę, że spory wpływ na brak relacji ma moja choroba i wycofanie z życia publicznego. Nie oznacza to, że jeśli nie mamy kontaktu, nie darzymy się ogromnym szacunkiem, jaki wypracowaliśmy sobie wzajemnie przez te 10 lat. Dowodem tego była natychmiastowa reakcja w postaci chęci pomocy i wsparcia niektórych z nich po pewnej uśmiercającej mnie diagnozie.

A propos dziesięciu lat. W tym roku mieliśmy X-lecie Up To Date, z którym bezpośrednio byłeś związany. Myślałeś, że po dekadzie festiwal będzie w miejscu, w którym jest teraz?

Tak, wiedziałem, że będzie w tym miejscu, w którym jest teraz, gdyż tworzą go niesamowici ludzie z ogromna pasja i oddaniem. Miałem okazje pomagać przy kilku edycjach i wiem ile sił i dobrych emocji krąży wokół tego wydarzenia. Jestem pewien, ze będzie ewoluował i systematycznie się powiększał. Jestem bardzo dumny, że mogłem być tego częścią. Młodzi ludzie potrzebują takich wydarzeń, by posłuchać alternatywnej muzyki z przesłaniem. W takim miejscu jak Białystok, wysuniętym na wschód kraju, gdzie stereotypowo wszyscy słuchają „muzyki łatwej lekkiej i przyjemnej” taki festiwal dal dostęp do muzyki i przede wszystkim sztuki na światowym poziomie.

A gdzie widzisz siebie za 10 lat?

Chyba ostatnie doświadczenia nauczyły mnie nie planować aż tak daleko, a raczej skupiać się na tu i teraz. Na tym co będzie jutro, albo tej nocy. Oczywiście marzeń i pomysłów w głowie mam ogrom, ale teraz skupiam się na zdrowiu i rodzinie. Pasja do muzyki zawsze będzie w moim sercu. To nigdy się nie zmieni. A co będzie, to czas pokaże. Gdy będę gotów. to wrócę.

Nawet nie wiesz jak bardzo tego Tobie życzę, Piotrze. Bardzo dziękuję za poświęcony czas. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Dziękuję Ci bardzo za te możliwość, ciekawą rozmowę i również życzę Ci powodzenia w Twoich projektach przy rozwoju tej sceny.

Warto przeczytać

Zostaw Komentarz

%d bloggers like this: