Strona Główna BlogNews Twierdza Wysokiego Napięcia

Twierdza Wysokiego Napięcia

by Ania Roszak
0 komentarz

Garnizon w Modlinie ponownie zapełnił się fanami muzyki techno. Oczekiwania w kierunku organizatorów rosną zawsze z roku na rok, łatwo jest postawić sobie wysoko poprzeczkę, znacznie gorzej ją utrzymać. Jak wyglądało to w tym roku oczami redakcji Elektrowkręty? Scenariusz podróży podobnie jak rok temu: Dworzec Centralny, peron I. Na każdym kroku widzimy ubranych głównie na czarno ludzi, wypisana na twarzach ekscytacja połączona z pewnością, że jesteśmy wśród swoich i wszyscy jedziemy w tym samym kierunku. Po około godzinie podróży byliśmy już pod bramami Garnizonu.

Pierwsze co rzucało się w oczy – ogromny, świetlny napis Instytut, który stał się ulubionym miejscem do robienia zdjęć z paczką znajomych. Szybkie kwestie logistyczne: odebranie akredytacji, kupno żetonów i eko kubków. Można ruszać i eksplorować sceny.

 

 

Na scenie main królowała już Ellen Allien, po której widać było, że bawi się równie dobrze, jak ci, którzy zebrali się, żeby posłuchać jej seta. Tańcząca za deckami atrakcyjna kobieta – raczej słusznie można to porównać do Niny Kraviz z pierwszej edycji Instytut Festival. Następny na scenie – przypominający wyglądem bohatera „Gry o Tron” RØDHÅD – kolejne znaczące nazwisko, kolejny dobry set, który idealnie nadawał się, by zagościć właśnie na głównej scenie. Jeden z najbardziej magicznych momentów to powoli wschodzące słońce w rytm utworu „When the lights are out” w trakcie seta Maceo Plex.

 

 

Naszym zdaniem zróżnicowane tempo jego grania było doskonale dopasowane do tego, czym powinien się charakteryzować set zamykający scenę główną.

 

 

Co z innymi scenami? W zeszłym roku Underground Stage przemianowane na Gate Stage. Z pewnością robiła ona ogromne wrażenie wizualne. Ogromna pajęczyna uwita z kolorowych fluoresencyjncyh nici nad głowami tańczących ludzi. Podświetlona na intensywny czerwony kolor brama Twierdzy. To po prostu wyglądało dobrze. Sety bardzo zróżnicowane, utrzymane jednak w większości w up-tempie. Bardzo dobry łącznik pomiędzy scenami Main i Rave. Wiele osób szło tam z ciekawości i raczej w celu zrobienia sobie przerwy, a niejednokrotnie zostawali tam na wiele dłużej.

 

 

Trzecia scena – żółty namiot dla miłośników najmocniejszego techno. Pierwszy set i tak bliski naszemu sercu KAJKO, który na początkuy czerwca grał na naszej imprezie w warszawskich Poziomach. Atmosfera była mocna, mroczna, temperatura wysoka. Każdy kolejny set wydawał się coraz bardziej intensywny. Dtekk ponownie udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem wielu gatunków. Niezwykłego zaangażowania nie zakłóciło nawet nagłe przerwanie seta. Idealny wstęp przed tym, co czekało nas na koniec. Paula Temple to kobieta firma, która nie pozostawiła sekundy na odpoczynek, a siermiężne brzmienie jej grania było słychać na terenie całego Garnizonu. Jak dojść do siebie po takim secie i udać się na odpoczynek po drugim dniu? Sami chcielibyśmy znać odpowiedź na to pytanie.

Drugi dzień festiwalu, podobny scenariusz dotarcia do Modlina. Udało się doytrzeć trochę wcześniej i zobaczyć Twierdzę w świetle zachodzącego słońca. Pełno ludzi, większość w spokoju popijała piwo z eko kubków w oczekiwaniu an to, co przyniesie ta noc.

Pierwsze zaskoczenie to set Olivii na scenie Gate. Zamykając oczy, można było mieć świadomość, że jesteśmy w żółtymnamiocie. Bardzo energetyczne rozpoczęcie nocy. Podobnie jak dzień wcześniej tłumy na mainie, na szczęście ogrom przestrzeni Garnizonu Modlin powodował, że bez względu na liczbę ludzi nigdzie nie było wrażenia ścisku i przepełnienia. Profesjonalne sety Antigone, Richiego Hawtina (którego można było potem spotkać, zamienić słowo i zrobić sobie zdjęcie, przy namiocie Rave – i zamknięcie Bena Klocka.

 

 

Odrobina prywaty: autor relacji, którą właśnie czytacie, jest zagorzałym fanem klimatu, który podczas Audioriver oddaje scena Kosmos, a na Instytut Festival – scena Rave. Nasycony emocjami poprzedniego dnia swoje pierwsze kroki kierowałem oczywiście w kierunku tej sceny. Otwierała związana z Wrocławiem i tamtejszą Pralnią Aksamit (swoją drogą spotkana na Dworcu Centralnym w drodze do Modlina). Swoje największe oczekiwania wiązałem z kolejnym lokalnym duetem, tym razem z Krakowa. Set w wykonaniu przesympatycznych rrapha i aethy nie zawiódł oczekiwań. Pełny namiot, utrzymane mocne tempo i widoczna ogromna przyjemność grania – to chyba przepis na sukces i zyskanie grona nowych fanów. Jeszcze w trakcie festiwalu, ale także po jego zakończeniu, w mediach społecznościowych pojawiało się wiele opinii, że był to jeden z najlepszych występów soboty. O tej parze będzie coraz głośniej!

 

 

Kolejne dwa sety na scenie Rave trochę wyrwały nas z błogiego transu. Kangding Ray i Andy Scott poszli w stronę dość sporego eksperymentu scenicznego. Pojawiło się wiele opinii, że była to dobra muzyka do posłuchania, ale czy koniecznie do tańczenia? I czy na pewno namiot Rave był dla nich odpowiednim miejscem? Ilu słuchaczy tyle opinii. Naszym subiektywnym zdaniem zachowanie jedności w estetyce danej sceny jest dobrym kierunkiem, a podczas kilku godzin w towarzystwie Kangdinga i Andiego wśród raverów panowała pewna konsternacja. Dwa ostatnie występy Stephanie Sykes oraz b2b Ancient Methods z Tommy Four Seven były tym, czego zdecydowanie oczekiwaliśmy od sceny Rave. Niektóre wstawki w występie tego ostatniego duetu miały w sobie wręcz demoniczny charakter: piski, bicie dzwonów, to wszystko okraszone przeszywającym światłem stroboskopu. Radość tłumu wywołał napis, który pojawił się na ekranie z wizualami – niczym napisy końcowe po dobrym filmie: OFICJALNY AFTER DO GODZINY 15:00. Pokłady energii nie zostały zmarnowane.

 

 

Co zdecydowanie udało się w tym roku? Artykuły, które pojawiły się na temat Instyut Festival na łamach Mixmag czy DJ Magazine z pewnością wpłynęły na rozszerzenie popularności eventu zagranicą. Języki inne niż polski słychać było wszędzie. To ogromny plus dla rozpowrszechnienia rosnącej siły środowiska polskiego techno na całym świecie. Druga sprawa: nie było to zależne od organizatorów, ale na szczęście dopisała pogoda, a głównie to wiele osób wspominało jako największy minus pierwszej edycji imprezy.

Co byśmy poprawili? Przychodzą nam na myśl dwie sprawy. Śmieci — temat bardzo kontrowersyjny w tym roku. Miał być rozwiązany eko kubkami, które same w sobie zdałyby egzamin. Co z tego skoro bar jednego z napoi energetycznych (ten, który dodaje skrzyyyydeł) polewał wszystko w papierowych kubkach, które potem walały się na terenie całego Garnizonu. Samych śmietników też było zdecydowanie za mało. Ciężko było też nie zauważyć wszędzie fruwających ulotek konkurencyjnego Interioru. Reklama jest ważna, ale chyba istnieją na to bardziej cywilizowane sposoby.

Kwestia wody: nie wydawanie zakrętek, przelewanie wody z plastikowych butelek (gdzie tu ograniczenie liczby śmieci?), abstrahujemy już od jej ceny. Odbywający się w ten sam weekend Tauron pokazał, że można zadbać o darmowe źródło wody. Idźmy tym przykładem. Jak widać – chcieć to móc.

Od Instytut Festival minęło już kilka dni. Życie powinno wrócić na swoje normalne tory, ale w naszych głowach dalej brzmią sety, które wprawiły w taniec tysiące ludzi w Garnizonie Modlin. Pozytywna energia, muzyka na światowym poziomie. Te wspomnienia zostawiamy w głowie i czekamy na kolejną edycję festiwalu. A gdzieś w głębi duszy mamy w sobie iskierkę nadziei, że organizatorzy postanowią nas zaskoczyć i pod znakiem pioruna uda się nam spotkać wcześniej, tam gdzie to wszystko się zaczęło – czyli w Instytucie Energetyki.

Znamy już termin kolejnej edycji!

Instytut Festival 2020 Music & Art

 

Autor:  Przemek Antoniuk

Warto przeczytać

Zostaw Komentarz

%d bloggers like this: